|
Troche psiej historii z procentami w tle.
piątek, 17 czerwca 2011
Kilka osób pytało, więc odpowiadam, że relacja z wyjazdu na Mistrzostwa Świata Owczarków Belgijskich będzie, ale dopiero po Mistrzostwach Polski. Brak czasu. Poza tym, we wtorek z powodzeniem zakończyliśmy leczenie Gnojkowskich zębów. Po sezonie zakładamy korony na dolne kły i mam nadzieję, że problem przestał istnieć. Górne kły będę tylko zabezpieczać specjalnym środkiem z fluorem. Dr Kurski twierdzi, że to powinno wystarczyć nawet przy takich obciążeniach, jakie są podczas pracy w obronie. Przy okazji zrobiliśmy kontrolne zdjęcie stawów biodrowych, które są w idealnym stanie. Każdemu psu zyczę takich stawów, jakie ma Whisky pomimo 6-cio letnich treningów różnego rodzaju.
poniedziałek, 30 maja 2011
wtorek, 03 maja 2011
Późno, bo późno, ale wcześniej się nie dało. Chroniczny brak czasu. Wykańczają mnie dojazdy 80 km do pracy. Przed wyjazdem rower, po powrocie ślad, albo na odwrót, plus wieczorem 1-2 lekcje z klientami. Pocieszenie, że zostały już tylko niespełna 4 tygodnie. Dokładnie 18 dni pracy... Żeby nie przeciągać, zapraszam do oglądania. Na ten temat przede wsyztskim powinien wypowiedzieć się nasz pozorant, bo ja jeszcze nie zawsze wyłapuję wszystkie błędy psa. Tzn widze błędy, ale nie zawsze potrafię je przeanalizować i połączyć z trenigami, obrać taki kierunek szkolenia, aby poprawić te elementy. Whisky był najarany, ale jestem już go o wiele pewniejsza. Nie miałam wrażenia, że zaraz stracę nad nim kontrolę. Nie był super przygotowany. Za mało czasu, za mało treningów, ale ciesze się, że coraz lepiej wychodzą te elementy, nad którymi się koncentrujemy. Namioty zrobił perfekt. Tzn perfekt robił to, co mu pokazywałam. 5 namiotów idealnie, szybko, od dobrej strony, ciasna. Jeszcze bez zaglądania w każdą kryjówkę, ale tym zajmiemy sie najwcześniej po Mistrzostwach Polski. Jeśli wogóle nie odłoże tego na czas po zakończeniu tegorocznego sezonu. W piąty namiot ładnie zajrzał, ale tylko dlatego, że na wszystkich treningach właśnie z tamtej strony był pozorant. Za to zamiast do szóstego pobiegł do piątego rewiru. Idealnie go tam wysłalam. Nauka z egzaminu IPO1 gdzie Whisky nie chciał pobiec do rewiru z pozorantem przydała się. Bez najmniejszego zająknięcia zawołałam psa. Nakierowałam i....nie zaczekałam aż Whisky sie skoncentruje, przez co ruszył niepewnie, nie wiedział gdzie biec, zrobił kółko, aż w końcu błysk i pobiegł tam gdzie trzeba. Dobrze, że Gnojek potrafi na zawodach naprawić to, co ja zepsuje. Oszczekanie poszło w baaaaaardzo dobrą stronę. Bałam się, że skoro oszczekanie jest po lewej stronie (na treningach zawsze robiliśmy odwrotnie), to Whisky wpadnie od strony rękawa i już tam zostanie, schrzani się całe oszczekanie, a pies wpadnie w nerwy, że zrobił źle. Uczymy go od początku roku, żeby siedział po prawej stronie pozoranta, blisko ścianki namiotu. Whisky pieknie wbiegł, zatrzymał się na wprost pozoranta, zaczął szczekać i przesunął się dokładnie tam, gdzie chcemy aby był. W najbardziej krytycznym momencie (gdy zbliżam się do namiotu) przesunął się w stronę rękawa, ale nie za mocno, siedział na wprost pozoranta z tylko trochę przekrzywioną głową, a gdy stanęłam na miejscu nawet lekko cofnął się spowrotem. Nie wygląda to jeszcze dokładnie tak, jak byśmy chcieli, ale poszło w duuużym stopniu w tą stronę przez co nie straciliśmy ani pół punktu w tym ćwiczeniu. A często tracilismy. Albo za napieranie, albo za niepewne szczekanie (gdy się udało "odsunąć" go od pozoranta). Odwołanie szybkie, ale znowu zwierzątko zapomniało o posadzeniu swoich czterech liter na ziemi. Jarał się jak dziki, gdy pozorant wychodził z namiotu, ale po komendzie natychmiast załapał kontakt ze mną i całkiem ładnie podeszliśmy na ucieczkę. Punkty poleciały za słaby chwyt. Bardzo słaby. Whisky nie wycelował w klin, złapał za górną część rękawa trzymając się tylko kłami. Po zatrzymaniu szybko sobie poprawił. Puścił ok, ale na ponownym ataku chwyt znowu nie był super, chociaż o wiele leprzy niż na ucieczce. Puszczenie na drugą komendę. Za szybko zawołałam aus, za nim pozorant unieruchomił rękaw. Za szybko też dałam drugą komendę, mogłam poczekać, bo sędzia jeszcze nie dal sygnału do powtórki. Może udało by sie stracić tylko punkty za wolne puszczanie. Konwój tylny super. Nie jest to ideał, jak chciałbym mieć, ale d takiego ideału pewnie nigdy z Gnojkiem nie dotrę. Co nie oznacza, że nie będziemy do tego dążyć. Szedł skoncentrownay na pozorancie, ani na chwile nie załapał kontaktu ze mną, tylko lekko spoglądał co jakiś czas. Konwój boczny bardzo fajnie, z pełną koncetracją na pozorancie. Czołwka w pełni punktowana, ale też chwyt nie był idealny. Punkt poleciał na pilnowaniu po ponownym ataku, Gnojkowiemu troche emocje podskoczyły i się rozszczekał. Generalnie jestem zadowolona z psa. Zrobił duże postępy, widać że rozumie czego od niego oczekujemy, momentami stare nawyki biorą górę, ale jednak przez większość czasu pamięta co kładziemy mu do głowy. Co jest dla mnie istotne, że pies ROZUMIE czego od niego chcemy, a nie tylko mechanicznie wykonuje zmuszony do takiego czy innego zachowania. Co perfekcyjnie widać przy oszczekaniu. Zamiast walczyć z psem, który chciał siedzieć pod rękawem, bo tam mu wygodniej, wytłumaczyliśmy mu, że jeszcze fajniej jest siedzieć z drugiej strony. Nie boję się uzywać presji, ale zawsze, jeśli mam możliwość staram się wytłumaczyć psu tak, aby go nie zmuszać, ale aby zrozumiał i sam chciał tego, co ja. Martwi mnie troche jego szczekanie przy pilnowaniu i chwyty. O ile szczekanie wiem z czego wynika (najaranie, mało treningu, brak wymęczenia na rękawie tuż przed zawodami), o tyle z chwytami nie było jakoś szczególnie problemów. Nigdy nie miał takich "po migdałki", ale były w miarę ok, a i w Sopocie i w Jaktorowie widać był jakiś problem.
niedziela, 24 kwietnia 2011
czyli kolejne kilka słów o naszym występie w Sopocie. Tym razem o tropieniu. Startowałam w drugiej szóstce. Podobnie jak w Jaktorowie wylosowałam ostatni numer. Kolejny raz Daniel wylosował piątke. Kolejny raz wykręcił stówkę na śladzie i kolejny raz udało nam się go wyprzedzić pozostałymi konkurencjami. Następnym razem chyba nie będę mówić "ostatni będą pierwszymi"... a nuż widelec wylosuję jedynkę... ;) Tereny na ślady były bardzo fajne. Wielkie, przestronne pola. Deptacze mieli pole do popisu, ślady były długie, conajmniej 600 kroków każdy. Fajna, wilgotna oranka, ślad był na niej wyraźnie widoczny, przynajmniej z tego miejsca, skąd obserwowaliśmy startujących. Mi trafiło inne podłoże, więc nie wiem czy na całym polu podłoże było tak korzystne. Niestety porywisty wiatr bardzo mocno utrudniał psom pracę, co zresztą odbiło się w ogólnej punktacji z tej konkurencji. Gdy kolejny pies zgubił się na śladzie, podszedł do mnie kolega i spytał czy Whisky jest wierzący. Zrobiłam wielkie oczy "a o szooo choziii?". Czy Whisky uwierzy, że pierwsza prosta jest tak długa? Powinien uwierzyć, chociaż gdy na śladzie zgubiła się Unka, która jest bardzo doświadczonym psem, trochę zwątpiłam. Bałam się tej pierwszej prostej, która miała nawet po 300 kroków, ale jeszcze bardziej bałam się ogólnie dlugości śladu. Od jesieni zaczęłam ślady na orance od podstaw, od prostej mającej po 100 kroków. Przerwa zimowa była bardzo długa. Regularne treningi zaczęliśmy ok miesiąca przed zawodami. Zdąrzyłam dotrzeć do śladów długości 400-500 kroków. Jak później policzyłam, ostatni tak długi ślad Whisky wypracował około...8 miesięcy temu! Juz ruszyłam do samochodu po psa gdy cos mnie tknęło i spytałam jednego z organizatorów, czy mój ślad jest na tym samym polu. Nie! Pospacerowałam z Gnojkiem. "Porozmawialiśmy" na temat jego socjalu i witania się z ludzmi. Kupa, siku i na chwile do kennelu. Po kilku minutach wołają mnie na ślad. Okazuje się, że jest tuż obok, po drugiej stronie drogi. Kładę Gnojka i czekam aż mnie sędzina zawoła. Przyglądam się podłożu: sucha, pylista, przebronowana oranka. A wiatr daje na całego. Podchodzę, melduję się, Gnojek już jest skoncentrowany. Pogadanka na temat socjalu się przydała. Podchodzę do podstawy. Ślad całkiem dobrze widoczny. Nawąchuja bardzo powoli, spokojnie, ciężko powiedzieć czy zniechęcony podłożem czy skoncentrowany. Powoli rusza i...idzie idealnie, krok w krok, nos w lewo, nos w prawo, bardzo spokojnym, równym tempem. Gdy już wychodzi na odległość linki, ruszam za nim, serce przestaje walić tak mocno, daje radę. Po czym po kilkudziesięciu krokach znajduje..."smaczki". Na pole musiałbyć wywożony obornik. Whisky nie jest gównojadem, coś takiego zdarza mu się baaaaardzo żadko, może raz na...pół roku. Ale ślad to szukanie smaczków. Co się dziwić psu. Dobrze mu wytłumaczyłam, że smaczków się nie omija. Dopóki zjada z wcisków, nic nie robię, chociaż w środku zaczynam się gotować. W którymś momencie złapał "ładny" duży kawałek gówienka tuż obok śladu. Nie wytrzymałam, a poza tym miałam pełne "prawo" go skarcić. Smaczki zbiera się ze śladu, a nie szuka po bokach. Pada stanowcze FEEEEEEE i Whisky zdegustowany pozostawia posiłek i idzie dalej. Dalej praca perfekcyjna. Po kolejnym odcinku następne gówienko, tym razem na śladzie, ale moje emocje sięgają zenitu, tym razem poszło ostre, napełnione moimi emocjami FEEEEE. Whisky rusza dalej i już chyba ani razu nie próbował nic zjadać, chociaż gówienek było pod dostatkiem, a po pierwszym załamaniu do końca śladu mijaliśmy co kawałek rozwleczone resztki ptaka, tu nózka, tam skrzydełko... Cały ślad wypracowany idealnie, stopa w stope. Przedmioty zaznaczone bardzo ładnie. W załamania wchodził perfekcyjnie. Tylko na jednym załamaniu, patrząc na jego pracę nie byłam pewna, czy dobrze idzie, ale po kilku metrach swoim zachowaniem dał mi wyraźnie znać, że wie co robi. Ślad był bardzo trudny, Whisky do końca doszedł ostatkiem sił. Dobrze, że ostatnia prosta była pod wiatr, widziałam, że z daleka wyczuł już przedmiot, a ostatnie kilka metrów szedł na ugiętych łapach "gdzie ten przedmiot, już waruję, już koniec, nie mam sił". Podchodzę do psa, zabieram przedmiot, wołam psa noga, a on tylko patrzy na mnie z miną " nie mam siły". Dopiero gdy wołam go po imieniu, chwaląc i zachęcjąc idzie spokojnie ze mną. Bez komendy noga, ale przy nodze. Podczas omawiania pracy, pierwszy raz leżał spokojnie. Komentarz: perfekcyjna, spokojna praca. Pierwszy ślad, który sędzina przeszła spacerkiem. Gdyby nie gówienka była by 100. Troche szkoda, ale taki jest sport. Nie można patrzeć co by było gdyby, tylko co jest. A jest 96 punktów. A to i tak piękny wynik, szczególnie biorąc pod uwagę, że jeszcze nie dawno bałam się czy pies wogóle pojdzie i skończy ślad. |
Zakładki:
Portale i fora internetowe
Znajomi i przyjaciele
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||